sobota, 29 czerwca 2013

dary


Ze śmiechem patrzyłam na demota, w którym dzieci nauczycieli dziękuję uczniom swoich rodziców za słodycze. Ja najczęściej dostaję kwiaty, 






nie mówię teraz o prezentach , jakie otrzymałam od moich wychowanków, a właściwie ich rodziców na zakończenie szkoły, 


jako podziękowanie- zwyczajowe, choć przecież przez nikogo nie oczekiwane. Wszystkie są trwałe i piękne, wybrane z gustem i sercem,  a to najważniejsze- służą mi do dzisiaj i ciągle przypominają mi o moich wychowankach.

Podejmując próbę uporania się ze stajnią Augiasza, w jaką w związku z końcoworocznym szaleństwem zmienił się mój dom, natrafiłam na kilka nietypowych, niekiedy  dziwnych przedmiotach ofiarowanych mi przez uczniów. A może ja jestem dziwna, że nie potrafię się nimi rozstać? Mam więc haftowany obrazek, pęk własnoręcznie wykonanych plecionych breloczków, pocztówki, kubek na kawę, długopis, akwarele z widokami Berlina, oprawione zdjęcie ze wspólnej  wycieczki, cukierek...
Z każdą z tych rzeczy związana jest pamięć o osobie, wspomnienie, najczęściej dobre, czasem słodko-gorzkie...
A tak na marginesie -moje próby okazały się jedynie próbami, niestety
 


piątek, 28 czerwca 2013

końcoworocznie;-) czyli sercem patrz!

Świadectwa i nagrody rozdane, mowy wygłoszone i wysłuchane... wakacje...przede wszystkim dla uczniów, bo przede mną jeszcze co najmniej jedna rada, uzupełnianie dokumentacji, i prowadzenie protokolarza. No i poważny wybór podręcznika na przyszły rok dla jednej z klas.Ot co....


Dzień dzisiejszy uważam za radosny, mimo,że zaczął się od zaspania,co miało następstwa różne głównie w sferze estetyczno-kulinarnej  ( włosy nieumyte, makijaż pobieżny oraz bark śniadania,a przede wszystkim K A W Y) ,gorączkowe poszukiwanie kompletnej pary butów, wygodnych i pasujących do sukienki,potem galopada w stronę kościoła i od tego momentu już wszystko dobzre.
Mądre słowa księdza Jarosława, śliczna oprawa muzyczna- na koniec raz moje ulubione "szóstkami" z piosenką "Sercem patrz", podziękowania, kwiatki, buziaczki.




 Zazwyczaj staram się tak nastawić,żeby na nic nie liczyć, wtedy każdy przejaw wdzięczności czy życzliwości jest miłą niespodzianką. Bo tak na prawdę najważniejsza jest świadomość,gdy uczeń pokaże ,że docenia nasz wysiłek, pracę a  czasem serce. Podświadomie na to się czeka, nie na kwiatek czy czekoladki,ale na to ludzkie słowo. Czeka i się nie doczekuje...lub pada ono totalnie z najmniej spodziewanej strony. Wtedy radość jeszcze większa.
A wracając do tematu :Kolejny etap- tradycyjna wizyta na Chełmskiej Górze, w sanktuarium Matki Bożej ,miejscu przepięknym i czarodziejskim samym w sobie, wspólna modlitwa i różaniec,





 następnie radosny, niespieszny powrót do szkoły, gdzie jemy razem obiad w przyjacielskiej atmosferze. A na deser poza ciastem i owocami ...Wyniki matur!Słucham zachłannie, czekając na mój przedmiot: 90%, 95%, 98%!!!Łzy radości kręcą się w oczach.


Potem powrót do domku,a po drodze SMS od moich w tym momencie już byłych studentek Zuzi i Ani: "Obroniłyśmy się dziś obie w Bydgoszczy na 4. Dziękujemy i pozdrawiamy". Dla takich chwil warto żyć.I znowu radość. Satysfakcja,że praca wydała owoce. Niewiele znam piękniejszych uczuć.



czwartek, 27 czerwca 2013

niech żyje bal!






Balowo- oczywiście;-) 
Najpierw studniówka, później bal na zakończenie gimnazjum, a wczoraj- uroczystość zakończenia klasy VI. Na wszystkich byłam, na wszystkich sie lepiej lub gorzej bawiłam,na wszystkich się głębiej lub całkiem powierzchownie wzruszyłam.










Najbardziej uwielbiam ten moment, gdy nagle odkrywam moich uczniów i uczennice na nowo- dotyczy to zarówno strony wizualnej, jak i mentalnej. Ale uwielbiam po prostu tn magiczny moment, kiedy wchodzę na salę i nagle widzę już nie moje dzieciaki,ale piękne młode kobiety czy dziewczyny oraz przystojnych młodzieńców.













 Z jednej strony to oczywiście zasługa stroju, fryzur, w przypadku dziewczyn także makijażu czy pierwszych wysokich butów,ale z drugiej- tego niepowtarzalnego nastroju, uroku chwili, świadomości,że właśnie kończy się nieodwołalnie i nieodwracalnie pewien etap ich życia,a zaczyna się cos całkiem nowego...

Wczorajsza uroczystość była wyjątkowa, po pierwsze dlatego ,że zostałam na nią zaproszona, mino,że uczyłam tę klasę zaledwie kilka miesięcy (w zastępstwie za chora koleżankę), po drugie,ponieważ w tym krótkim czasie strasznie ich polubiłam- była to klasa, do której wchodziłam z przyjemnością i wychodziłam w niezmiennie dobrym humorze , no a po trzecie,bo  wszystko było perfekcyjnie przygotowane i wykonane-od ślicznie zatańczonego poloneza z figurami, poprzez zabawne i wzruszające teksty-np 13-zgłoskowcem sporządzoną parodię "Pana Tadeusza" oraz mądre i refleksyjne piosenki.
Tak więc słuchałam, patrzyłam, wzruszałam się-chusteczka była sporo w robocie, śmiałam się , jadłam, piłam (sok owocowy) ,a nawet tańczyłam, nie bacząc na wściekle śliskie obcasy, zaproszona do tańca, wg wszystkich reguł sztuki dobrego wychowania przez uroczego młodego genthelmena;-)




Smutno mi troszkę ,że coraz częściej odchodzi się od poloneza na zakończenie gimnazjum, zastępując go walcem angielskim czy jakąś efektowna łaciną. Dla mnie nic nie zastąpi poloneza- polonez to przepiękny taniec, pełen godności i wdzięku, niemęczący,a bardzo efektowny, taniec polski-jak sama nazwa wskazuje , zwany również dworskim lub chodzonym, o wielowiekowej tradycji, który zrobił międzynarodowa karierę,na pewno o europejskim zasięgu,a nawet światowym , na wielu wspaniałych balach tańczony. Ile razy w życiu mamy okazje go tańczyć?




 A do tego występuje w tylu ciekawych wersjach!
Chociaż ostatnio mam wrażenie, że ten z "Pana Tadeusza" wyrugował wszystkie inne z pamięci i serc.No i uszu Polaków. A szkoda...

Tego poloneza tańczyłam;-) i to chyba co najmniej dwa razy?
Ale i inne też są przepiękne!


Polonez pozostanie polski, nawet gdy skomponował go obcokrajowiec;-)

środa, 15 maja 2013

wiosennie







Jestem córką, wnuczką i prawnuczką ogrodników-powinnam więc chyba odczuwać większy pociąg do prac ogrodowych- ja jednak wol po prostu patrzec i podziwiać rosliny, a w oststnich dniach świat po prostu rozkwitł zielenią i kolorami. Jeden z moich najmilszych widoków do kontemplacji to kwitnąca magnolia, która na te parę dni staje się w moich oczach prawdziwym cudem:
To własnie ona jest w moich oczach prawdziwym symbolem wiosny









A początek maja był jak zwykle rodzinno- patriotyczny;-)

I flaga była wywieszona i msza za ojczyznę i trochę wspomnień historycznych
a lei spacery też i sporo czasu na świeżym powietrzu