piątek, 9 listopada 2012

pin up girls na plaży 2

W oderwaniu od smutnych myśli i jesiennego chłodu- zdecydowanie gorący towar, czyli rudowłose ślicznotki, odsłaniajace swe ponętne kształty na gorących plażach...pod gorącym słońcem...
https://www.youtube.com/watch?v=xBILSCFMg8M
Najsłynniejsza piękność filmowa  o czerwonych włosach: Rita Hayworth
Jak najbardziej obecna jako pin-up-girl na łóżkami żołnierzy walczących w II wojnie światowej i pewnie w ich snach..

Oczywiście Rita pozowała do wielu zdjęć  ukazujących nie tylko promienny usmiech lub tajemniczą zadumę na slicznej buzi otoczonej rudą grzywą, ale takżę jej posągową figurę w pięknych kreacjach:


Oczywiście nie mogło wsród jej fotek zabraknąć ujęć w plażowych- lub pseudoplażowych kostiumach, ukazujących w systuacji społecznie akceptowanej (podkreślam to raz jeszcze, bo były to czasy zwalczania pornografii) roznegliżowane kobiece ciało...




Ciekawe, dla ilu obrazków przedstawiających rudowłose pin up girls na plaży, właśnie Rita stanowiła inspirację...
http://www.youtube.com/watch?v=gUuda4mbRcA&feature=related
A oto  bogaty wybór ślicznotek od włosów złocistorudych poprzez miedziane aż po kasztanowe:
 
Rudowłose kobiety rzekomo słyna z ognistego temperamentu; wiem tez ,że odznaczają się specyficznym genotypem bardzo wrazliwym na słońce, z którym powinny nadel ostroznie "figlować", a przecież na żadnym z obrazków nie wiedzimy ani sladu piegów ani rumienia słonecznego...No ale przecież juz dawno stwierdziłam,że pin up girl mają sie tak do prawdziwych kobiet jak produkt czekoladopodbny do wyrobów Lindta
bądź też Hopcola do...
 

dzień pod psem

http://www.youtube.com/watch?v=J2e4NlnLr28
wybrałam te piosenkę, poniewaz słowo "przepraszam" było tym, co usłyszałam wczoraj kilkanaście razy, a przecież nie polepszyło sytuacji
koszmarny , cięzki dzień, mam nadzieję, że bez remake'u
obudziłam sie z koszmarnym bólem głowy, którego nie zwalczyła ani kawa (czy raczej kawy),ani tabletki przeciwbólowe, które juz jadłam jak cukierki;/...a przecież trzeba było normalnie funkcjonować, prowadzic lekcje, itp...a i dzieciaki były nieznośne- zgodnie z niżową pogodą "latały nisko przy ziemi" i były koszmarnie pobudzone i hałasliwe...Na szóstej godzinie w nomen omen szóstej klasie odpadłam, próbując się przebić z informacjami przez ciagłe wygłupy trójki młodzińców, wchodzacych najwyrazniej ostro w wiek dojrzewania (których na codzień generalnie bardzo lubię) i powiedziałam: "w takim reszte prosze sobie przeczytać w podręczniku i opracować samodzielnie notatkę. Na ocenę" i wreszcie miałam kilka minut spokoju i oddechu.
Po pracy bieg na busa, potem pielgrzymka w deszczu po kosmetyki, potem mama (chwała Panu, że Anieszka wyprowadziła mi sunię) i kiedy wreszcie koło 16 dotrałam do domu byłam totalnie zmarźnieta, obolała i umęczona. Wykonałam 3 ruchy: nakarmiłam pieska, odkręciłam kaloryfery na maksa oraz kurek z gorącą woda nad wanną.Po kapieli dalej czułam sie okropnie, więc tak jak stałam, wczołgałam się pod kołdrę i padłam.Kiedy zasypiałam, moją ostatnią myślą było, że chociaż na krótko nie będę czuła tego okropnego łupania pod czaszką. I tak było. Niestety za krótko...
Te zdjęcia to aby 1) tytułowy pies znalazł sie na blogu
                  2) jest to piękny Shih-tzu podobny do mojego
                  3) na zdjęciu jest moja ulubiona MM
                  4) zdjęcie zostało zrobione przez M.Greena ( to w kontekście polskiej wystawy i aukcji jego prac, która budzi tak wielkie zainteresowanie)
CDN

środa, 7 listopada 2012

pin up girls na plaży czyli... wspomnienie lata

Kiedy zimny, przenikliwy wiatr wdziera sie pod kurtkę, dmucha w uszy, wyziębia ręce, włazi w kości, kiedy dziko tłucze o szyby domu, jakby chciał sie wedrzeć do środka i wywrócić wszystko do góry do nogami, wtedy z wyjatkową tęsknota wspominam lato. A jak lato, to i plażę...
http://www.youtube.com/watch?v=FU6sTWXiHRg
I w ten oto sposób dotrarłam do tematu dzisiejszych refleksji: jak plaża- to i dziewczyna-oczywiście niekompletnie ubrana lub rozebrana, by wystawic tyle, na ile przyzwoitość, konwenanse oraz aktualna moda pozwalają, na działanie słońca. Temat ten pozwalał artystom z nurtu pin-up na wdzięczne przedstawianie modelek mniej lub bardziej roznegliżowanych w sytuacji, która była jak najbardziej naturalna i społecznie akceptowana. W końcu to tylko plaża...

Zaczęłam od mojej ukochanej pi-up wszechczasów czyli MM. Mamy tu kwintesencję idealnej pin-up: kusząca kragłościami figura, długie nogi, sliczna buzia, jednoczęściowym kostium podkreślajacy linie ciała, w kolorze czerwonym-czyli pobudzającym ;-), dobrane do niego kolorystycznie sandałki, no i plażowy sztafaż w postaci czerwono-białej parasoleczki, bo samej plazy brak, jedynie neutralne błękitne tło nawiązujace do morza czy nieba.

Kolejna stylizacja MM. Tym razem jest plaża i bryza, która targa modelce włosy. Pozostałe elementy: tj. kostium (b. poodbny do tego z poprzedniego zdjęcia) oraz czerwono-biała parasolka (tym razem w kropki-tez bardzo popularny i typowy dla wizerunków pin-up czy po prostu dla tego stylu deseń).I cdn


Marylin była żywą kobietą (jak wiemy tknięta tu i ówdzie ręką chirurga plastycznego, co i tak w moich oczach nie umniejsza jej uroku), której podobizny wywarły niewatpliwie duży wpływ na pewien nurt "pin up girl on the beach", wystarczy przyjrzec się poniższym obrazkom



Oczywiście nie wszystkie blondyneczki w plażowym outficie nosiły białe lub czerwone jednoczęsciowe kostiumy, typowe dla 50-tych XXw. Ale faktem jest, że artyści najchetniej widzieli je w tych barwach, nawet gdy kostium stawał sie coraz śmielszy tj. 2 -częściowy... 

które jeszcze lepiej chyba kosiumy  sprawdzały się w np reklamie...







Jak osoba dobrze poinformowana muszę zgodzic się z twórcami pin up, że złotowłosym równie ładnie jest w kolorze różowym;-) - i to jeszcze przed ekspansja lalki Barbie!


 



a także w turkusowym, niebieskim, zielonym, czarnym  i oczywiście każdym innym!









I na koniec raz jeszcze MM, tym razem trochę starsza i bardziej "in"- przekonała sie najwyrazniej do dwuczęściowych kostiumów kąpielowych...
Choć byc może wolałaby ten bardziej tradycyjny, np:

Żegnam sie słonecznie
http://www.youtube.com/watch?v=tEhFd_Ps-LU&feature=related
ps. niektóre pin up girls rezygnowały w ogóle z kostiumów i propagowały odważnie FKK czyli innymi słowami naturyzm

wtorek, 6 listopada 2012

ci, którzy tu wchodzicie, robicie to na własną odpowiedzialność!

Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że osobie, którą kocham najbardziej na świecie sprawiłam słowami, co je napisałam tutaj wielką przykrość i przyprawiłam ją o smutek?
Oczywiście zawiniło tu przede wszystkim moje komputerowo-internetowe nieogarnięcie;/, ale faktem jest,iż nie sądziłam,że ktoś zainteresowany tu dotrze.
Z drugiej strony- po co prowadzić pamietnik, jesli nie można być w nim całkowicie szczerym i pisać, co sie w danej chwili czuje i myśli?
Fakt,że ta pisanina pomagła mi przetrwać ciężki czas w moim życiu: miałam miejsce azylu, do którego uciec mogłam, gdy życie stawało się gorsze niż derilium trmens wariata, miałam mozliwość, by  pewne rzeczy wyrzucić z siebie, i być po prostu sobą, bez trzymania fasonu ani zakładania masek. MIałam tez dodatkowe zajęcie;-), zbawienne, gdyby nie fakt, że ja się nigdy nie nudzę;-)
To, że sobie mogłam "duszy upuścić" sprawiło, że udało mi się, może nie zaakceptować (bo to oznacza aprobatę),ale przyjąć do wiadomości i pogodzić sie z rzeczami, których postanowiłam nawet nie próbować zmieniać, w myśl mądrych,ale trudnych do zastosowania zasad: "doświadczeniem nie da sie podzielić", "każdy zyje własnym życiem i robi błedy na własny koszt".
Generalnie starałam sie chronić prywatność osób, o których pisałam, nie używając prawdziwych imion lub przekręcając je...
ale to i tak okazało się za mało...
Zastanawiam się, czy dalej prowadzić tego bloga-w jakiś sposób mam poczucie, że naruszono w jakiś sposób moją prywatną sferę, mimo,że zakładając go, byłam w pełni świoadoma, że wielu ludzi na świecie może go przeczytać. Ale, że nie Ci ludzie...
Czy żałuję mojej szczerości?



http://www.youtube.com/watch?v=fEyj-DNJKHg

czwartek, 1 listopada 2012

bo najpiękniejsze kryje się w środku

Nie ocenia sie ksiązki po okładce-powiedziała Charlotte, komentując reakcje ludzi na jej przyjaciela i partnera z duetu Jonathana. A przecież tak właśnie robimy w większości przypadków. Wystarczy popatrzeć na reakcje publiczności na tę parę, kiedy pojawiła się na scenie. Niedowierzanie, ironia, sceptycyzm, politowanie , znudzenie. A potem???
http://www.youtube.com/watch?v=90tJAa8fMG4&feature=relmfu

Uwielbiam tę magiczną przemianę w ludziach, kiedy ktoś ich porywa swoim talentem. To jest nie do poodrobienia- taka moc ma chyba tylko sztuka?
Kiedy obejrzałam to video 1 raz, przynzaję sie,że ryczałam jak bóbr, po pierwsze ze wzruszenia, że ta dwójka pokazała, co potrafi i podbiła widownię i jurorów, po drugie, bo głos Jonathana jest niesamowity, moim zdaniem i trafia prosto w serce,a po trzecie ,że pokazał, czym jest lojalność i przyjaźń.
"Przyszliśmy tu jako duet i...pozostaniemy duetem".Złote słowa...

Jeszcze jedena bajka o kopciuszku: słynna już i doceniona do bólu Susan Boyle- twardogłowa Szkotka o krzaczastych brwiach i słowiczym gradle. Wysniła sen, który się spełnił;-). Uwielbiam jej pierwszy występ w BGT, delektuję się zarówno jej artyzmem jak i całą sytuacją, najpierw spokojnie wcina kanapkę, potem nieco niekumacie rozmawia z jury-ach te miny, te spojrzenia, Simon przede wszystkim,ale nie tylko on, cała widownia juz na wejściu na "nie", bo ocenili to zobaczyli- niezbyt ładną, nie za zgrabną, zgrzebnie ubraną zaniedbaną kobiecinę, która juz za chwile zmusiła ich, by otworzyli szeroko oczy, wstali i wznosili owacje własnie dla niej...
http://www.youtube.com/watch?v=LB7sI8CG-5M&feature=related
Myślę,że to bardzo poglądowe lekcje, jak bardzo możemy się pomylić ,mierząc kogoś taką powierzchowną miarą. Staram się więc tego nie robić. I doceniac ludzi za to, jacy sa, co maja w głowie,co w sercu, jakie przejścia za soba, jakie marzenia przed sobą,a nie za to jak wyglądają!